sobota, 31 sierpnia 2013

Konkurs BLISTEX: Uśmiechnij się!




Witajcie

Wakacje dobiegają końca, stąd moje ostatnie dni spędziłam na leniuchowaniu. Nie zapomniałam jednak o Was i udało mi się przygotować niespodziankę. Z ogromną przyjemnością zapraszam Was do udziału w nowej zabawie z atrakcyjnymi nagrodami. Ogłaszam zatem:

Konkurs z firmą BLISTEX

  Nagrodami jest 5 zestawów produktów BLISTEX


Każdy ma możliwość wzięcia udziału w zabawie, a nagrody są naprawdę fantastyczne, przydatne i kuszące. W skład jednego zestawu wchodzi 3 produkty, a takich zestawów jest aż 5. Zapraszam!

O nagrodach:


Blistex to międzynarodowa marka doskonałych, cenionych na całym świecie balsamów do ust. To także nazwa firmy, założonej w 1947 roku w Stanach Zjednoczonych, której głównym celem od początku istnienia jest oferowanie konsumentom wysokiej jakości innowacyjnych produktów do pielęgnacji ust, o potwierdzonym naukowo działaniu.



1. Blistex® Lip Brilliance
Zalecany do codziennej pielęgnacji oraz upiększania skóry ust.

ZALETY:
- skutecznie nawilża i nadaje ustom pełniejszy, zmysłowy wygląd dzięki specjalnym mikrokapsułkom z kwasem hialuronowym;
- podkreśla kontur ust, nadając im subtelny kolor i blask;
- sprawia, że usta stają się bardziej gładkie i miękkie dzięki ekstraktowi z naturalnego jedwabiu;
- zawiera przeciwutleniacze - olej z pestek winogron i witaminę E, która pomaga zachować młody wygląd skóry ust;
- zawiera filtr SPF 15, który chroni przed szkodliwym działaniem promieni UVB.
RECENZJA: TUTAJ


2. Blistex® Conditioner
Zalecany od codziennej pielęgnacji, nawilżania i odżywiania skóry ust.

ZALETY:
- skutecznie nawilża, dzięki zawartości wyciągu z liści aloesu;
- głęboko odżywia, a dodatkowo olej z pestek winogron wygładza ich powierzchnię i łagodzi podrażnienia;
- zapobiega wysuszaniu i pękaniu ust, zapewniając im skuteczną ochronę;
- zawiera oliwę z oliwek, witaminę E oraz filtr SPF 15, które chronią usta przed szkodliwym działaniem wolnych rodników i promieni UVB.

RECENZJA: TUTAJ


3. Blistex® MedPlus
Zalecany do codziennego stosowania dla osób ze skłonnością do nadmiernego wysychania ust.

ZALETY:
- tworzy ochronną barierę, która zapobiega utracie wilgoci i pomaga przywrócić właściwe nawilżenie przesuszonym ustom;
- daje wrażenie łagodzącego chłodzenia, które przynosi szybką ulgę podrażnionym ustom;
- chroni i pielęgnuje usta dzięki wyciągowi z jojoby;
- zawiera filtr SPF 15, który chroni przed szkodliwym działaniem promieni UVB.

RECENZJA: TUTAJ


Regulamin konkursu:

1. Konkurs jest organizowany na blogu http://martafigluje.blogspot.com/ pod patronatem firmy BLISTEX, jako sponsora nagród (http://www.blistex.com.pl/) oraz BestImage PR.
2. Konkurs trwa od dnia 31 sierpnia do 30 września 2013 roku. Wyniki zostaną ogłoszone do 5 października 2013 roku.
3. Nagrodą w konkursie jest zestaw produktów BLISTEX, w skład którego wchodzą 3 produkty: Blistex® Conditioner, Blistex® MedPlus i Blistex® Lip Brilliance.
4. Uczestnikami konkursu mogą być wszyscy stali obserwatorzy mojego bloga oraz goście i odwiedzający, pod warunkiem prawidłowego zgłoszenia.
5. Warunkiem udziału w konkursie jest polubienie strony FB BLISTEX: https://www.facebook.com/BlistexPolska?fref=ts
oraz poprawne wypełnienie formularza zgłoszenia i zapisanie go w komentarzach pod notatką.
6. Nagrody powędrują do 5 (pięciu) osób. Nagrody zostaną rozesłane po otrzymaniu danych kontaktowych.
7. Organizator i patroni konkursu zastrzegają sobie prawo do zmian w regulaminie. 


Formularz zgłoszenia:


Obserwuję jako: .........................
Odwiedzam (dla anonimów i czytelników FB) jako: ................................
Jestem obserwatorem Gogle + zachęcam): TAK/NIE .............................
Lubię stronę FB Blistex Polska, jako: ................................
Banerek na blogu: TAK/NIE (link): ...................................
Notatka na blogu: TAK/NIE (link): ...................................
Udostępnienie na FB: TAK/NIE (link): .............................

Zapraszam do zabawy :)


POLECAM STRONY:

sobota, 24 sierpnia 2013

Morelowy zawrót głowy - Apricot Hand Pie Bio-Logical...




Witajcie

Recenzja, którą dzisiaj czytacie jest chyba jedną z najszybciej napisanych opinii, jaką umieściłam na swoim blogu. Jednocześnie jest jednak przemyślana i rzetelna, inaczej bowiem pisać nie potrafię. Dlaczego tak szybko? Nie mogłam się powstrzymać, aby nie podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami i radością. Jestem choleryczką (to charakter, nie choroba) i emocje wypływają ze mnie wartkim nurtem szybko i niepohamowanie, aż stan euforii sam przemija. Chociaż tutaj zachwyt pozostał…

Na prezentowany kosmetyk czekałam z tak wielką ciekawością, że w momencie kiedy (naprawdę szybko) otrzymałam przesyłkę cieszyłam się jak mała dziewczynka z nowej zabawki (tak, tak były i figlarne pląsy). Kosmetyki marki Bio-Logical tak na mnie działają – ciekawią i intrygują, kuszą i zdumiewają.


Od pierwszego kontaktu jestem nimi oczarowana, zaczarowana, uwiedziona. Ogromnie przemawia do mnie forma graficzna opakowań, jestem zachwycona składem i jakością, a dodatkowo filozofia firmy jest mi niezwykle bliska. I oto przedstawiam krem do rąk (Apricot Hand Pie) Bio-Logical z serii morelowej Delicious.

Tutaj wypada dodać, że francuska marka Bio-Logical oferuje kosmetyki naturalne, certyfikowane i dodatkowo niezwykle atrakcyjne. Polskim dystrybutorem marki jest firma Monoi Tiara, która oferuje najlepszej jakości kosmetyki ekologiczne i organiczne. Nie zawierają one substancji przemysłu petrochemicznego, syntetyków, ekstraktów z roślin modyfikowanych genetycznie, testowanych na zwierzętach. Zapraszam do poznania pełnej oferty sklepu:  http://www.monoitiara.pl/.


Morele, na które teraz jest właśnie sezon to jedne z moich ulubionych owoców, zwłaszcza te dojrzałe, pachnące słońcem i słodyczą. Inne i smaczniejsze niż bliskie im brzoskwinie czy nektarynki. Zdecydowanie wyjątkowe. I tak właśnie pachnie ten krem – ciepło i słonecznie, słodko i owocowo. Upajająco. Jest to ogromna zaleta tego kremu, który także pod innymi względami jest wyjątkowy.

Sama forma opakowania już podobać się może i to bardzo. Jest to wysoka szklana buteleczka z ciekawym i dość dużym plastikowym dozownikiem i dodatkowym korkiem. Szata graficzna ciekawa i modna, ogólnie design opakowań jest tutaj przyjemnym i eleganckim wyróżnikiem. Dodatkowo krem posiada kartonowe opakowanie na którym znajdujemy pełną specyfikację produktu także w języku polskim. 


Wyjątkowo przyjemna aplikacja jest komfortem w użytkowaniu. Jedno naciśnięcie dozownika wystarczy na wydobycie odpowiedniej i wcale nie dużej porcji kremu. Prosto, łatwo i przyjemnie, a dodatkowo higienicznie. Nie musimy męczyć się z tubkami, które nie zawsze spełniają oczekiwania, nic nam się nie wylewa przypadkiem i nie odkształca. Zdecydowanie opakowanie zasługuje na same pochwały.

Sam krem ma kolor biały i dość mocno skoncentrowaną konsystencję. Jeśli zajrzymy do buteleczki (po odkręceniu) mamy nawet wrażenie, że krem jest stały, co mnie początkowo ogromnie zdziwiło. Jednak użycie dozownika z pompką działa cuda (takie czary-mary i hokus-pokus) i dostajemy krem w postaci delikatnej i przyjemnej, łatwej do rozsmarowania emulsji.



Zaletą kremu jest bardzo dobre wchłanianie, a przynajmniej moja skóra wpija go jak gąbka. Niemal natychmiast staje się satynowo gładka i miła w dotyku, znika uczucie ściągnięcia i napięcia. Czujemy warstwę ochronną, jednak nic nam się nie klei i nie lepi, a efekt jest zdumiewająco trwały. Już po kilku aplikacjach zauważamy też zmianę w poziomie nawilżenia skóry, co mnie jako skazanej na wieczne przesuszenie skóry, cieszy ogromnie.  

I ten upajający zapach, który mnie po prostu hipnotyzuje. Uwielbiam go i sięgam po krem nawet częściej niż muszę. Dla tego przyjemnego uczucia podczas aplikacji, kiedy krem pachnie najmocniej, najbardziej intensywnie i słodko. Z czasem zapach staje się bardziej delikatny i subtelny, jednak jest nadal przyjemnie wyczuwalny. Dla  uczucia ukojenia i nawilżenia, jednym słowem: same przyjemności.



Krem do rąk to taki kosmetyk, który zawsze muszę mieć blisko siebie, chociaż ciągle powtarzam sobie, że nie jestem od niego uzależniona. Teraz zmieniłam poglądy (w końcu jestem kobietą i mi wypada) i twierdzę, że Bio-Logical jednak uzależnia (na szczęście nie jest to karalne). A co jeszcze ciekawsze, ogromnie mi się taka przypadłość podoba.

Spokojnie mogę powiedzieć, że jest to jeden z najwspanialszych kremów do rąk jakie udało mi się poznać (a było ich naprawdę bardzo dużo). Uwielbiam jego fenomenalne działanie, fakt, że wspaniale nawilża moją suchą skórę dając uczucie komfortu i gładkości. Dodatkowo regeneruje i koi, co zauważamy już po kilku aplikacjach, a zapach wywołuje uśmiech na twarzy.

Wspaniale jest pisać recenzję z takim zadowoleniem i zachwytem, kiedy słowa same układają się w hiperbole słowne. Ale jeśli kosmetyk jest idealny naprawdę wypada to podkreślić. I z zachwytem właśnie polecam Waszej uwadze markę Bio-Logical i jej niezwykłe serie kosmetyczne. Morelowa, jest soczysta i słodka i nie ma tutaj mowy o jakimkolwiek przekłamaniu. 



Od producenta:     

BIO LOGICAL DELICIOUS Morelowy krem do rąk

Krem ochronny do rąk z masłem karite, olejkiem morelowym i arganowym.  
Ochronny krem do rąk regeneruje i odżywia odwodnioną skórę. Olej morelowy nawilża i zmiękcza. Cenny olej arganowy i karite bogate w witaminę E opóźniają procesy starzenia się skóry. Delikatny morelowy zapach i nietłusta formuła sprawią, że dłonie będą odświeżone i jedwabiście gładkie.

INCI: Eau (Aqua), Aloe Vera (Aloe Barbadensis leaf extract)*, Coco Caprylate Caprate, Glycérine végétale (Glycerin), Alcool cétéarylique (Cetearyl alcohol), Beurre de Karité (Butyspermum Parkii)*, Alcool béhénylique (Behenyl alcohol), Huile d’argan (Argania Spinosa oil)*, Huile d’abricot (Prunus Armeniaca kernel oil)*, Alcool cétylique (Cetyl alcohol), Cetearyl Glucoside, Glyceryl Caprylate, Glyceryl Stearate Citrate, Extrait de Calendula (Calendual officinalis flower extract)*, Huile de tournesol (Sunflower seed oil)*, Gomme xanthan (Xanthan Gum), Tocophérol, Alcool Benzylique (Benzyl Alcohol), Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum**, Acide Citrique, Citronellol**, Limonene**, Linalool**
 *składniki pochodzące z upraw ekologicznych
**składniki pochodzące z olejków eterycznych



ZALETY: 
- 98, 9% wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego;
- 28% wszystkich składników pochodzi z upraw ekologicznych;
- naturalne i organiczne kosmetyki certyfikowane przez COSMEBIO i ECOCERT;
- składniki nie testowane na zwierzętach;
- produkt wegański.

We Francji „bio” oznacza „organiczny” i „naturalny”. Żyć w stylu „bio” i zgodnie z naturą to obecnie globalny i logiczny wybór jeśli chcemy poprawić jakość naszego życia i zadbać o urodę. Bio-Logical powstało w Paryżu jako odpowiedź na potrzebę organicznej kosmetyki. Oto praktyczna, świeża i skuteczna linia organicznych kosmetyków do twarzy i ciała.
Naturalne i organiczne kosmetyki certyfikowane przez COSMEBIO i ECOCERT



Monoi Tiara jest dystrybutorem  organicznych i certyfikowanych kosmetyków marek: Bio-Logical (Francja), GO&HOME, #SPORTis, Like Oranges (Austria). Serdecznie zapraszam do sklepu Monoi Tiara natural cosmetics /naturalne kosmetyki/ w Cieszynie oraz na www.monoitiara.pl.

Znacie już kosmetyki Bio-Logical?
Dacie się namówić na morelową ucztę?
Zapraszam do rozmowy...

czwartek, 22 sierpnia 2013

Gumy Orbit z własnym zdjęciem :)




Witajcie

Lubicie gumy Orbit? To jest pytanie raczej retoryczne, bowiem na pewno, wszyscy znacie markę, znacie też właściwości tych gum i korzyści jakie daje, nie mówiąc już o wielu smakach, wśród których można wybierać i przebierać, nawet grymasząc.

Hasło marki Orbit: Jedz, Pij, Żuj też na pewno nie jest Wam obce, więc opisywanie zalet gum wydaje mi się zupełnie zbędne. Wszyscy doskonale wiemy, że po posiłku należy zadbać o higienę jamy ustnej, a nie zawsze biegamy ze szczoteczką w torebce, kawa czy herbata oraz wszelkie zwłaszcza słodkie napoje także obojętne nie są. A gumy są wygodne, małe – mieszczą się do kieszeni i ogólnie łatwo dostępne. Sięgamy więc po nie albo ze zdrowego rozsądku, albo dla samej przyjemności żucia – bo jest to czynność przyjemna, chociaż czasami denerwująca, zwłaszcza jeśli ktoś potwornie przy tym mlaska.

Gumy Orbit reklamują się same i polecać wcale ich nie trzeba. Po co więc piszę? A widzicie, chciałam Wam bowiem powiedzieć, że marka przygotowała dla nas coś specjalnego, oryginalnego i jedynego w swoim rodzaju. Otóż wchodząc na stronę: http://www.jedz-pij-zuj.pl/ możemy zaprojektować opakowanie gum Orbit, jakie tylko chcemy, w tym wykorzystując własne, autorskie zdjęcia.


Mamy do wyboru ogrom szablonów, możemy też sami zrobić sobie wszystko od podstaw i takie pudełeczko otrzymamy. Oczywiście z gumami. Czynności związane z projektowaniem, to po prostu dziecinnie prosta czynność, którą jesteśmy w stanie wykonać w kilka minut, bez najmniejszych kłopotów. Co robimy? Wybieramy lub projektujemy szablon: klik…

Umieszczamy wybrane zdjęcie, jakie chcemy i jakie mamy ochotę (ważne aby było autorskie), a następnie dodajemy napis (jeśli chcemy). Czcionek kolorów, fasonów jest cała masa, na pewno więc wybierzemy coś, co będzie się nam najbardziej podobać. Klik, klik…



I gotowe… Mamy pudełeczko z własnym zdjęciem, dedykowane komu tylko chcemy, z jakiej chcemy okazji lub bez okazji, jedyne i niepowtarzalne, tak oryginalne, jak sobie tylko wymyślimy. Pomysł na prezent – jedyny w swoim rodzaju, podziękowanie lub przeprosiny – zadziwiamy pomysłem i kreatywnością, pamiątka – nie tylko fantastyczna ale także praktyczna.

W trzech prostych krokach tworzymy coś swoiście innego, nowego, indywidualnego. Tylko kliknięcie myszką dzieli nas od stworzenia pudełeczka, którym oczarujemy każdego, a co więcej powiemy tym samym więcej, niż recytując milion słów…

I tylko czekamy na przesyłkę, z wybranym zestawem. Tutaj też możemy decydować ile pudełeczek i za jaką cenę, a ta wcale nie jest wygórowana. Jeśli policzycie ile kosztują same gumy zobaczycie, że koszt stworzenia swojego opakowania jest naprawdę niewielki. A radość i sam fakt posiadania takiego pudełeczka, jest większa niż można sobie wyobrazić.



Jak wygląda moje pudełeczko – o tym w następnej notatce… Jest jednak pamiątką dla moich siostrzeńców, mam nadzieję, że wakacje u Cioci były dla nich udane i wesołe… 

Możliwość projektowania własnego pudełeczka gum Orbit zawdzięczam portalowi Uroda i Zdrowie, za co bardzo dziękuję. Zapraszam Was do zapisywania się do bazy testerek dostępnej na portalu:  http://urodaizdrowie.pl/

I jak się Wam podoba taka propozycja?
Skusicie się na gumy z własnym zdjęciem?
 

White Musk Solid Fragrance Tso Moriri - perfumy w kremie...




Witajcie
Dzisiaj chciałam Wam przedstawić jednego z moich ulubieńców w kategorii: zapachy. Jest to forma nieco nietypowa, bowiem są to perfumy są w kremie. Mowa będzie o perfumach naturalnych marki Tso Moriri, którą mam nadzieję wiele z Was przynajmniej kojarzy, a jeśli nie, to właśnie jest okazja, aby ją poznać.

Dodam na wstępie, że perfumy otrzymałam wczesnym latem, a powróciłam do nich dopiero teraz, po fali niemal egzotycznych upałów, które nie sprzyjały stosowaniu mocno pachnących kosmetyków (przynajmniej ja tego unikam). Jest to bowiem zapach nazwany białym piżmem, a z racji tego, sam zapach jest swoiście mocny i moim zdaniem bardziej jesienno-zimowy niż letni. 



Białe piżmo (White Musk Solid Fragrance) Tso Moriri to zapach oryginalny i bardzo zmysłowy, który jednak trzeba lubić. Jest to zapach dla kobiet, które gustują w zapachach odważnych, nieskrępowanych, słodko-egzotycznych, a jednocześnie przyjemnie cierpkich i uwodzicielskich. Nuta bardzo zdecydowana, dojrzała, mocna i wyrazista.

Często perfumy, których używam wydają się wielu osobom ciężkie i duszące, jednak moja skóra reaguje z nimi w sposób zdumiewający. Niemal każdy zapach, który wybiorę, na mojej skórze pachnie zupełnie inaczej, niż w opakowaniu. Co więcej, nikt po poznaniu zapachu na mojej skórze, nie potrafi powiedzieć dlaczego wcześniej uważał, że zapach jest przytłaczający. 



Sama często zastanawiałam się nad tym faktem, zwłaszcza po incydencie w sklepie, kiedy wybierając perfumy dowiedziałam się, że zapach, który wybrałam jest (tutaj cytat): okropny. A więc droga Pani ekspedientko, jak już raczyłam Pani powiedzieć, zapach dobiera się do skóry i osobowości, a te cechy są najbardziej indywidualną i nieprzewidywalną cechą jednostki. Była tutaj mowa o zapachu Beyonce Pulse, które dla mnie i na mnie pachną fantastycznie (Pani była bardzo zmieszana, kiedy naprawdę poznała zapach na skórze, a nie na papierku, które uznaję za bublowaty sposób oceniania perfum).

Ale wracając do zapachu Tso Moriri, oprócz zapachu bardzo podoba mi się forma tych perfum, które są niezwykle wygodne, a jednocześnie zapewniają zdumiewającą trwałość. Moim zdaniem zapach utrzymuje się zdecydowanie dłużej niż markowych perfum w tradycyjnej formie. Nawet pościel i ubrania potrafią przejąć zapach, tym samym staje się on naszą charakterystyczną wizytówką.

Perfumy zamknięte są w twardym, plastikowym przezroczystym słoiczku z dużą nakrętką. Dodatkowo zabezpieczone są folią aluminiową, której ja wcale nie zdejmuję do końca. Kosmetyk ma postać bardzo gęstego lekko tłustawego specyfiku, który przypomina mi olej kokosowy w formie stałej. Jest przez to bardzo skoncentrowany i ogromnie wydajny, a jednocześnie łatwy i szybki w aplikacji.



Wiadomo, że tego typu perfum używamy tylko w tych charakterystycznych miejscach na skórze, gdzie powinno się aplikować zapachy. Nie ma tutaj możliwości wchodzenia w chmurę zapachu (taka forma aplikacji jest ostatnio polecana, a ja nie za bardzo rozumiem dlaczego (?), a także przypadkowego brudzenia ubrań (o tak, zdarza się…).

Słoiczek jest wygodny i niewielki, mieści się więc w każdej torebce i jego noszenie przy sobie nie sprawia kłopotu. Nie zgubimy nakrętki, nie zbijemy flakonika, nie wylejemy nic przypadkiem. Możemy mieć go zawsze przy sobie, chociaż pachnie tak długo, że spokojnie wystarcza jedna aplikacja na cały, nawet bardzo długi, dzień i wieczór. Bardzo mi odpowiada taka trwałość, a jednocześnie zapach, który dla mnie, jest naprawdę śliczny.

Zachęcam Was do poznania takiej formy perfum, moim zdaniem bardzo przyjemnej i jednocześnie wybitnie trwałej. A zapach – cóż, w tej kwestii każdy ma prawo decydować sam za siebie, a nazywanie zapachu brzydkim, może być naprawdę ogromnie mylące…


Od producenta:     


Białe Piżmo - naturalne perfumy w kremie
Niezwykle dyskretne, eleganckie, naturalne i zawsze w zasięgu ręki. Perfumy w kremie to nowy sposób aby cieszyć się ulubionym zapachem w każdej sytuacji. Perfumy należy rozprowadzić na szyi, nadgarstkach, zagłębieniu łokci – tam, gdzie krew krąży najbliżej powierzchni skóry. White musk – białe piżmo – zmysłowy, kuszący, a zarazem subtelny zapach przykuwa uwagę i poprawia nastrój. Pojemność: 15 ml.
  
Skład: Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Magnifera Indica (Mango) Seed Butter, Euphorbia Cerifera (Candelilla) Wax, Beeswax, Octyldodecanol, Titanium Dioxide, Silica, Tocopheryl Acetate, Aroma, Dietylhexyl Syringylidene Malonate, Caprylic/Capric Trygliceride.
Pojemność: 30 ml/Cena: ok. 25,00 zł



Znacie produkty Tso Moriri?
A może macie innych podobnych ulubieńców?
Zapraszam do rozmowy...

środa, 21 sierpnia 2013

Kremowe przyjemności Yoghurt of Bulgaria...




Witajcie

Dzisiaj zabieram Was w świat kosmetyków bułgarskich. Po raz kolejny seria Yoghurt of Bulgaria, która podoba mi się ogromnie, przynosi fantastyczne rezultaty, a dodatkowo jest dostępna dla każdego, bowiem ceny tych produktów są bardzo atrakcyjne. Pełną ofertę znajdziecie na stronie dystrybutora firmy Bio-Alfa (http://www.bioalfa.pl/).

Dzisiaj kilka słów na temat kremów serii Yoghurt of Bulgaria, przeznaczonych na dzień i na noc o właściwościach nawilżających i przeciwzmarszczkowych. Wcześniej przedstawiałam Wam produkty do pielęgnacji ciała (RECENZJA), a dzisiaj – kompleksowa pielęgnacja twarzy. mowa będzie o Probiotic Day Cream Colagen Expert oraz Probiotic Night Cream Oxigene Anti Wrinkle Control.



Produkty serii Yoghurt of Bulgaria mogą podobać się już za sam design opakowań, które jak widzicie są pastelowe, radosne i jednocześnie bardzo estetyczne. Połączenie kolorystyki będącej różem i błękitem oraz srebrnego logo jest charakterystyczne dla opakowań serii, a jednocześnie bardzo zapada w pamięć. Dodatkowo na opakowaniach znajdziemy dokładny i wyraźny opis produktów, także w języku polskim.

Z kolorowego pudełeczka wyjmujemy kremy, które są w ciekawych i bardzo ładnych plastikowych, białych słoiczkach z nakrętkami. I co ciekawe, różnią się od siebie, co dla mnie ma znaczenie, bowiem lubię sięgać na półeczkę bez konieczności ponownego odczytywania nazw produktów. Krem na dzień ma słoiczek przezroczysty, natomiast krem na noc matowy. Różnica może niewielka, jednak jeśli stoją razem, bardzo łatwo je odróżnić.



Jak widzicie słoiczki są ciekawe i nieco figlarne, a dodatkowo łatwe w użytkowaniu. Zdecydowanie wolę kremy w słoiczkach niż tubkach, ale to oczywiście kwestia przyzwyczajenia i indywidualnych preferencji. Opakowania oceniam jednak zawsze bardzo starannie, bowiem lubię się im przyglądać i jednocześnie cieszyć oczy ciekawymi kształtami czy kolorami.

Słoiczki kremów Yoghurt of Bulgaria mając prostą szatę graficzną jednocześnie wyglądają bardzo elegancko i estetycznie. A to lubię (i to ogromnie), zaliczam więc te spostrzeżenia do charakterystycznych i oczywistych zalet produktów marki. Przyjemne użytkowanie to już przecież połowa zadowolenia :) A ja nic nie poradzę, że mam słabość do zachwycania się wyglądem, a nie tylko efektami...

Krem na dzień Probiotic Day Cream Colagen Expert ma biały kolor i bardzo delikatną, jogurtową konsystencję. Jest to krem bardzo lekki, a jednocześnie przyjemnie kojący, który niemal natychmiast wchłaniając się w skórę nadaje jej przyjemnego i trwałego nawilżenia. Przy mojej suchej skórze efekt jest bardzo korzystny, a jednocześnie przyjemnie orzeźwiający.



Krem bardzo ładnie ujędrnia skórę, a jednocześnie działa podobnie jak serum, czyli pozostawia na skórze nietłusty film, który nadaje skórze satynowej gładkości. Dlatego idealnie nadaje się pod makijaż, jako baza i jednocześnie bariera ochronna. Bardzo dobrze harmonizuje z podkładami i pudrami mineralnymi, także pudrami sypkimi.

W upalne dni przynosi ukojenie skórze spierzchniętej czy przesuszonej (moja taka bywa), także po opalaniu czy kąpieli. Wspaniale nawilża i odżywia, a jednocześnie jest leciutki jak delikatne serum i przez te cechy ogromnie go polubiłam. Efekty na mojej problematycznej i jednocześnie suchej cerze są bardzo zadowalające.



Drugi z przedstawianych kremów to wersja na noc Probiotic Night Cream Oxigene Anti Wrinkle Control. Ten krem ma także biały kolor, a jego konsystencja jest nieco bardziej treściwa. Jeśli krem na dzień porównałam do jogurtu, ten mogłabym nazwać śmietanką. Ogólnie jednak krem nadal pozostaje delikatnym, przyjemnym kosmetykiem, odrobinkę bardziej skoncentrowanym. Jest wspaniałym uzupełnieniem kremu dziennego.

Tutaj także zauważyłam fantastyczne wchłanianie, nie odczuwamy żadnej tłustości i lepienia, krem jest bardzo dobrze wchłaniany, a skóra pozostaje sucha. Czujemy jednak jego działanie, zarówno w kwestii silnego nawilżenia, jak również wygładzenia i poprawy elastyczności skóry. Ładnie napina i koi, ale nie naciąga skóry (czego osobiście bardzo nie lubię).



Skóra bardzo dobrze toleruje kremy, nawet powiedziałabym, że ich stosowanie korzystnie wpływa na stan zapalny, szorstkość czy nawet drobne niedoskonałości. Nie powoduje świecenia skóry, przy dobrym nawilżeniu, widocznie wygładza skórę nadając jej przyjemnej jedwabistej miękkości.

Kremy serii Yoghurt of Bulgaria jednocześnie prześlicznie pachną. Nazywam ten zapach kremowym, jednak jest to nuta szczególna, a zarazem przyjemnie neutralna. Ogromnie przypadły mi do gustu kosmetyki tej serii, ze względu na tę właśnie zaletę. To taki zapach, który nie narzucając się, jest jednocześnie bardzo świeży i czysty, a z drugiej subtelnie pociągający. 



Podsumowując, kremy Yoghurt of Bulgaria to wybór idealny dla skóry zarówno suchej, jak i wrażliwej, w tym problematycznej. Na mnie zrobiły bardzo dobre wrażenie, a jednocześnie ich używanie sprawiało mi wielką przyjemność i pod względem szybkich i zauważalnych efektów, jak i przyjemnego zapachu.

Polecam Waszej uwadze, bowiem są to kosmetyki, które działają zgodnie z obietnicą producenta, jako idealne kremy nawilżające, kojące i odżywcze, a także widocznie poprawiające stan skóry, także zmęczonej i dojrzałej. Zapewniają komfort użytkowania, nadają skórze ładnego, zdrowego wyglądu i satynowej gładkości. I są bardzo atrakcyjne pod każdym względem.



Od producenta:


Probiotic Day Cream Colagen Expert

Nawilżający krem na dzień do twarzy. Intensywnie nawilża, redukuje głębokość zmarszczek, poprawia napięcie skóry, zapobiega starzeniu się skóry, wspomaga procesy wzmacniające skórę. Chroni przed wpływem czynników zewnętrznych i stymuluje naprawcze procesy w skórze. Skóra jest odnowiona, nawilżona i ma młodszy wygląd. Doskonała baza pod makijaż.
Nowy rewelacyjny produkt zawierający niezwykle skuteczne składniki aktywne: hydrolizat  białka jogurtu naturalnego i bułgarski olejek różany

Zawiera:
1. Probiotic jogurt – syntetyzowane żywe komórki bakteryjne z lactobacillus bulgaricus odizolowane przez zaawansowane procesy technologiczne. Bezcenny pro biotyczny produkt w połączeniu z naturalnym olejkiem różanym to potężne ogniwo regeneracyjne procesów komórkowych. Intensywnie stymuluje syntezę kolagenu i elastyny. Gwarantuje intensywne działanie wygładzające. Zapobiega powstawaniu zmarszczek.
2. Olejek różany – zmiękcza i poprawia koloryt oraz strukturę skóry. Działa jak silny tonik, poprawia elastyczność i miękkość skóry. Ma właściwości przeciwzapalne, normalizuje funkcję gruczołów łojowych, eliminuje obrzęk, leczy rany i wypryski.
3. Filtry UV i UVB – zapobiegają zniszczeniom wywołanym przez słońce, pojawieniu się plam wątrobowych. Chronią przed przedwczesnym fotostarzeniem.
4. Masło Shea – jest naturalnym Sun Protection Factor do 4. Jest dobrze absorbowane przez skórę, nie pozostawia tłustej powierzchni tworząc cienką warstwę ochronną skóry, daje uczucie suchości.
5. Olej makadamia – ma działanie antyoksydacyjne i chroni błony komórkowe. Ma potężne właściwości zmiękczające, które zapewniają optymalną równowagę wodno-lipidową i elastyczność skóry.



Stymuluje procesy odbudowy skóry. Skóra jest odnowiona nawilżona i bardziej młodzieńcza. Pięknie nawilża i zmiękcza skórę, dzięki czemu skóra jest zdrowa i piękna szczególnie w zimie. Nadaje się pod makijaż. Nie zawiera agresywnych konserwantów i syntetycznych substancji zapachowych.
Zalecany dla: skóra wrażliwa, wiek 20+, normalna i sucha
Pojemność: 50 ml/Cena: 19,00 zł brutto


Probiotic Night Cream Oxigene Anti Wrinkle Control

Odżywczo, nawilżający krem na noc do twarzy i szyi. Bogaty skład odnawia, nawilża, zapobiega starzeniu. W ciągu nocy krem nadaje skórze nowe życie. Nadaje się do skóry wrażliwej i alergicznej ze zmianami chorobowymi.

Zawiera:
1. Jogurt probiotyczny – wielokrotnie stymuluje syntezę kolagenu i elastyny, gwarancja intensywnego wygładzenie zmarszczek i zapobiegania nowym.
2. Olejek różany – zmiękcza i poprawia koloryt oraz strukturę skóry. Działa jak silny tonik, poprawia elastyczność i miękkość skóry.
3. Olej migdałowy – łagodzi, koi i wygładza skórę. Ma bardzo dobry wpływ na suchą, wrażliwą i zmęczoną skórę. Nie działa drażniąco i nie powoduje reakcji alergicznych.
4. Olej jojoba – stosowany na skórę pozostawia cienką, niewidoczną dla oka, zrównoważoną i elastyczną warstwę, która odżywia i chroni przed szkodliwymi czynnikami środowiska, bez zakłócania normalnej aktywności życiowej.
5. Olej kokosowy – bardzo ważny przy starzeniu się skóry, przywraca jej miękkość i elastyczność. Ze względu na skład kwasów tłuszczowych nasyconych szybko absorbuje się w skórę i sprawia, że powstaje „aksamitna”, zrównoważona warstwa ochronna.
6. Witamina E – jest najskuteczniejszym przeciwutleniaczem, neutralizuje wolne rodniki. Nawilżająca, naturalna substancja, która przywraca nawilżenie skóry, dodaje miękkość i elastyczność, wygładza drobne zmarszczki, zmniejsza szkodliwe oddziaływanie słońca i zapewnia dodatkową ochronę przed uszkodzeniem skóry.



Połączenie dwóch niepowtarzalnych eliksirów natury: probiotycznego jogurtu naturalnego i bułgarskiego olejku różanego, pozwoliło uzyskać efekt polegający na poprawie metabolizmu komórkowego w tym na zwiększoną o 115% absorbcję tlenu. W wyniku czego poprawia się oddychanie komórkowe. Skóra jest oczyszczona, zrównoważona, odmłodzona i zdrowsza. Olejek różany dodatkowo: wygładza zmarszczki, przywraca jędrność i elastyczność, pomaga neutralizować szkodliwe wolne rodniki, które są przyczyną starzenia.
Zalecany dla: skóra wrażliwa, wiek 20+, normalna i sucha
Nie zawiera parabenów i agresywnych składników konserwujących.
Pojemność: 50 ml/Cena: 19,00 zł brutto




poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Wyniki konkursu z Pasażem Kosmetycznym...


Witajcie

Dzisiaj szybciutki wpis, na który na pewno czekacie, mianowicie rozwiązanie konkursu z Pasażem Kosmetycznym i zestawami marki Biokosma.

Wszystkim bardzo dziękuję za udział w wakacyjnej zabawie i promowanie konkursu na swoich blogach i profilach FB. Szczególnie cieszy mnie aktywność gości i obserwatorów, ogromnie Wam dziękuję. Dodam jeszcze, że nie brałam pod uwagę zgłoszeń przesyłanych bezpośrednio na mój adres @, bowiem takiej możliwości regulamin nie przewidywał.

Z przyjemnością ogłaszam, że nagrody sponsorowane przez sklep Pasaż Kosmetyczny otrzymują:
Zestaw 1: Dagusia
Zestaw 2: Elitte

Bardzo proszę o przesłanie danych adresowych na pinkmause@onet.eu. A wszystkich moich stałych obserwatorów i gości zapraszam na kolejne konkursy.



Produkty firmy Biokosma zawierają tylko naturalne systemy konserwujące. wykorzystywane są wyłącznie oleje roślinne, wosk i ekstrakty. Nie zawierają surowców pochodzenia zwierzęcego oraz surowców z organizmów zmodyfikowanych genetycznie (GMO). Nie są testowanie zarówno przy produkcji jak i przy rozwoju produktów na zwierzętach. Naturalna równowaga skóry zostaje zachowana. Nie zawierają żadnych syntetycznych barwników, środków konserwujących.

Przypomnę, że sponsorem nagród był sklep Pasaż Kosmetyczny mający w swojej ofercie bogaty wachlarz kosmetyków naturalnych, takich marek jak Biokosma, Eubiona, Bioturm i innych. Zapraszam Was do odwiedzenia sklepu pod adresem: http://www.pasazkosmetyczny.pl/

Pozdrawiam, Marta

sobota, 17 sierpnia 2013

Tahe Magic Rizos – to mnie kręci…




Witajcie

Przyszła kolej na recenzję produktów do włosów mojej ulubionej marki fryzjerskiej, która od wielu miesięcy rozpieszcza moje włosy doskonałymi produktami, w których jestem nieodwołalnie zakochana. Miłość do marki Tahe kwitnie i wiem, że zrozumieć mnie potrafi tylko ten, kto miał okazję poznać te produkty, a wiem, że takie osoby nawet tu zaglądają :)

Dla innych osób, które szukają inspiracji w pielęgnacji włosów i produktów, które na pewno nie zawiodą polecam bogatą ofertę profesjonalnych kosmetyków fryzjerskich Tahe, które znajdziecie na stronie polskiego dystrybutora: Silog sp. zo.o (http://www.silog.pl/) i w sklepie: http://www.tahe.pl/.

Dzisiaj odsłona produktów z nowej linii marki Tahe, dedykowanych włosom kręconym. Nareszcie i w szczególności. Piękna nazwa: Tahe Magic Rizos, już zawiera w sobie magiczną i kuszącą obietnicę wspaniałych efektów. Jednakże te kosmetyki to nie tylko dbałość o ładne zdefiniowanie loków, ale także formuła regenerująca i dyscyplinująca, rewitalizująca i ochronna, którą sam producent nazywa 10+1 Beneficios. 



„Tahe Magic Rizos – to mnie kręci”, to więc nie tylko chwytliwy tytuł notatki, ale szybkie słowne zdefiniowanie cech produktów, które chcę Wam przedstawić. A że słowa potrafią figlować, w odpowiednim zestawieniu zwodzić, to tylko zasługa nastawienia i skojarzenia (a i jeszcze wyobraźni, mniej lub bardziej wykształconej oczywiście). Niektórzy mogą się tutaj spierać, że ważna jest także inteligencja, ale jakoś do dzisiaj nie odkryłam, czy ta cecha jest wrodzona czy nabyta, a nie chciałabym zbyt długo filozofować…

Kosmetyki fryzjerskie marki Tahe zawsze mają prześliczne opakowania, które łączą w sobie ów charakterystyczny luksus profesjonalnych marek i czar ekskluzywnej elegancji. Miło jest trzymać w ręce złoto-czarne pudełeczko, pełne blasku i obietnicy wspaniałych efektów. Miło też rozkoszować się takim wizualnym efektem, a połączenie złota i czerni dla mnie jest od zawsze najpiękniejszą kombinacją z możliwych (ta złota dziewczyna to naprawdę ja).



Z magicznie lśniącego pudełeczka wyjmujemy dwa produkty w kolorze czarnym, tak inne i nowe, w porównaniu z innymi liniami marki Tahe. Oczarowanie adekwatnie do nazwy serii jest gwarantowane. Mamy tutaj szampon do włosów zniszczonych i kręconych (Tahe Magic) oraz maskę bez spłukiwania także do włosów kręconych (Tahe Magic Curl). Są także zestawy do włosów zniszczonych i suchych, ale to już informacja z serii: dla ciekawych.

Szampon to charakterystyczna dla marki okrągła buteleczka z tworzywa z korkiem lekko odkręcanym, otwierającym maleńki otworek na szczycie korka, przez który dozujemy szampon. Założenie bardzo proste, wygodne i łatwe w obsłudze, gwarantujące dobranie odpowiedniej ilości kosmetyku. Nie wylejemy za dużo (zmora wielu opakowań), a przy silnym skoncentrowaniu kosmetyku ma to duże znaczenie.



Szampon ma dość gęstą konsystencję koloru perłowo-białego. Dzięki temu nie potrzeba zbyt dużej ilości do umycia nawet długich włosów, a to przekłada się na wydajność. Cecha niezwykle istotna i warta podkreślenia. Jedwabista, kremowa konsystencja zapewnia przyjemną aplikację i łatwe rozprowadzenie na całej długości włosów. Przepięknie się pieni ułatwiając zabieg mycia, a piana ma gęstą przyjemną formę.

Dodatkowo atutem szamponu jest prześliczny zapach, który mnie kojarzy się kwiatowo i nie potrafię dokładniej tych nut zidentyfikować. Są miłe i subtelne, nie narzucające się, a jednocześnie cudownie pobudzające i zmysłowe. Jeszcze takiego zapachu szamponu nigdy nie miałam okazji poznać i ta nowość odpowiada mi ogromnie.



Włosy po myciu są idealnie oczyszczone, a jednocześnie nawilżone, co po prostu czujemy pod palcami. Szampon jest delikatny, nie ma mowy o podrażnieniu skóry głowy lub plątaniu, czego osobiście nie znoszę (poplątane kręcone włosy to koszmar, który naprawdę niełatwo ujarzmić). Tutaj absolutnie nie spotyka nas taka niespodzianka, co odkryłam już wielokrotnie przy stosowaniu produktów marki Tahe, a teraz tylko ponownie potwierdziłam.

Szampon Magic Tahe chwalę sobie bardzo, dla mojej czupryny jest idealnym produktem pielęgnacyjnym, który pozwala mi myć włosy z przyjemnością ogromną (a ja przyjemności uwielbiam i żyć bez nich nie mogę). Jednak czas na drugi produkt z zestawu, a mianowicie maskę do włosów kręconych bez spłukiwania (Magic Curl Tahe). 



Maska zamknięta jest w tubce, miękkiej odkręcanej i oczywiście czarnej, co powiedziałam już na początku (a Wasze oczy zobaczyły na zdjęciach). Wygodne, elastyczne opakowanie pozwala na przyjemną aplikację. Użytkowość bardzo dobra (zdecydowanie lepsza niż opakowań twardych, które trudno opróżnić do końca).

Sama maska to gęsty krem w kolorze białym, który początkowo wydawał mi się zbyt skoncentrowany i obawiałam się, że nie będzie wydajny. Teraz pukam się w głowę (mocno), że mogłam mieć takie podejrzenia, znając już przecież jakość marki. Aplikujemy maskę na umyte i wilgotne włosy, po czym należy je rozczesać i to najlepiej gęstym grzebieniem albo dobrą szczotką.



I piszę to z pełnym przekonaniem, bowiem przy pierwszej aplikacji oczywiście nie zastosowałam się do instrukcji i byłam lekko zdziwiona, kiedy włosy nie do końca mnie zachwyciły, bowiem miejscami się po prostu zlepiły. Efekt usunęłam szczotką, ale już na włosach suchych. Teraz tego błędu już nie popełniam i otrzymuję sprężyste, elastyczne, ładne sprężynki, które nazywam włosami.

Efekt wyeksponowania loków jest fantastyczny, a dodatkowo włosy pozostają elastyczne i puszyste (ale nie napuszone), ładnie błyszczące i pachnące. Tutaj nauczka dla mnie – czytaj dokładnie instrukcje, bo nie jesteś mądrzejsza od profesjonalistów. Efekt utrzymuje się długo, nawet po nocy włosy nie tracą na elastyczności, nie robi się przysłowiowy „stóg siana”, ani inna koszmarna odmiana porażki.



Dodam jeszcze, że odżywka jest ogromnie wydajna, bowiem wystarczy odrobinka (kropla wielkości pięciozłotówki) do nałożenia i rozprowadzenia po włosach. Maska w kontakcie z wilgotnymi włosami staje się jedwabnym serum, jakby chłonęła wodę i dlatego bardzo łatwo wciera się ją we włosy. Nie ma potrzeby nakładania zbyt dużej ilości, bo po prostu nadmiar wyczeszemy, a pytanie brzmi, po co?

Maska prześlicznie pachnie, co jest odpowiednikiem aromatu szamponu, wzmacnia jego zapach, a jednocześnie czaruje na nowo i ten zapach nosimy na włosach aż do następnego mycia. Dla mnie fantastyczny, a nigdy nie kryłam, że uwielbiam produkty do włosów, które czarująco i zmysłowo pachną (ot tak mam i już). 



Po wyschnięciu i czesaniu nie zauważymy niespodzianek, bowiem maska nie obciąża, nie kruszy się, nie osypuje, czy też nie wpływa na przesuszenie lub przetłuszczenie włosów. Pięknie podkreśla skręt, nawilża i nadaje blasku włosom (nawet jeśli myjemy innym szamponem) i dla włosów kręconych jest fantastycznym kosmetykiem pielęgnacyjnym.

Uwielbiam uczucie dobrze umytych, a jednocześnie nawilżonych i odżywionych włosów, które wysychając zaczynają się pięknie zwijać, bez puszenia i sztucznego podnoszenia objętości. Sprężyste i elastyczne loczki to efekt, który nie tylko nadaje fryzurze zdrowego wyglądu, ale także owej czarownej zmysłowości i zalotnej figlarności. I chociaż mój mąż zwykł mawiać że mam wiele z czarownicy, to bardzo Was proszę o to, by nie mylić pojęć (mojemu mężowi jakoś potrafię wybaczyć).

     

Od producenta:

 
Magic Rizos: Magia wyselekcjonowanych olejków naturalnych

Magic – szampon do włosów kręconych
Oczyszczająca formuła, ale mocno nawilżająca włókna włosów od nasady po końce, kontroluje puszenie suchych, kręconych włosów i chroni je przed czynnikami zewnętrznymi, zapewnia intensywną regenerację i ekstremalny połysk oraz miękkość. Wszystko dzięki fuzji szlachetnych, naturalnych ekstraktów i pieczołowicie dobranych do tego rodzaju włosów.

Magic Curl – intensywna maska bez spłukiwania
Magiczna receptura na elastyczność i zdefiniowanie loków    
Krem przywracający elastyczność i definiujący skręt loków. Zapobiega puszeniu się naturalnych loków, utrzymuje zdefiniowany skręt przez 48 godzin i daje maksymalne nawilżenie, odżywianie i elastyczność, a wszystko dzięki działaniu naturalnych ekstraktów i wykwintnie dobranych naturalnych nietłustych olejków.

Składniki aktywne:
Argania Spinosa – olejek arganowy,
Nelumbium Speciosum Flower Oil – olejek z kwiatów lotosu,
Linum Usitatissimum Seed Oil – olejek z lnu
kwas hialuronowy, naturalny kolagen, keratyna
Pojemność: 2x 250 ml


Znacie już markę Tahe?
A może macie swoje fryzjerskie odkrycia?
Zapraszam do rozmowy...